20 lat po ludobójstwie w Rwandzie: Przerobione i nieprzerobione lekcje Autor: Ban Ki-moon (7 kwietnia 2014 r.)

Obchody 20. rocznicy ludobójstwa w Rwandzie

Kigali, 7 kwietnia 2014 r.


     Rząd Republiki Środkowej Afryki i liderzy społeczności lokalnych podejmują ciężki trud wprowadzenia kraju na drogę pokoju.
 
     W poniedziałek spotkam się z obywatelami Rwandy w Kigali, by wspólnie uczcić 20. rocznicę ludobójstwa. Konsekwencje tych wydarzeń nadal są odczuwalne zarówno w niespokojnym rejonie Wielkich Jezior Afrykańskich oraz stanowią wyrzut sumienia społeczności międzynarodowej.
 
     Każda sytuacja charakteryzuje się własną dynamiką - tak jak w przypadku konfliktu syryjskiego, w wyniku którego codziennie giną kolejne ofiary. Każdy konflikt stawia przed nami skomplikowane wyzwanie, od którego zależy ludzkie życie lub śmierć: co międzynarodowa społeczność może zrobić w sytuacji, gdy morduje się ogromną liczbę niewinnych ludzi, a rząd nie jest w stanie lub nie chce bronić ludności,  albo sam stosuje wobec nich przemoc? A przede wszystkim – co możemy zrobić, aby nie dopuścić do tych straszliwych zbrodni?
     Akty ludobójstwa w Rwandzie i Srebrenicy to jaskrawy przykład porażki społeczności międzynarodowej.  Skala zbrodni w Rwandzie nadal szokuje: każdego dnia, dzień po dniu, przez trzy miesiące mordowano 10.000 osób, a pełne nienawiści audycje radiowe zaogniały konflikt, podżegając Rwandyjczyków do zabijania siebie nawzajem.
 
     Społeczność międzynarodowa wyciągnęła jednak z tych straszliwych wydarzeń nauczkę i  podjęła stosowne działania. Obecnie zjednoczyliśmy się przeciwko bezkarności i ustanowiliśmy  Międzynarodowy Trybunał Karny.  Trybunały międzynarodowe i wspomagane przez ONZ, w tym Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy, pociągają zbrodniarzy do odpowiedzialności i skutecznie odstraszają tych, którzy potencjalnie mogliby naruszać najważniejsze normy międzynarodowe. Jednym z przełomowych wyroków było skazanie byłej głowy państwa za zbrodnie wojenne.

     Społeczność międzynarodowa przyjęła na siebie „odpowiedzialność za ochronę”. Oznacza to, że państwa nie mogą dłużej utrzymywać, iż potworne zbrodnie są sprawą wewnętrzną, pozostającą poza domeną instytucji międzynarodowych. Coraz więcej rządów i organizacji regionalnych tworzy mechanizmy, których celem jest zapobieganie ludobójstwu. ONZ i jej partnerzy coraz częściej wysyłają do obszarów zapalnych delegatów monitorujących przestrzeganie praw człowieka. Te „oczy i uszy” przypominają rządom i podmiotom niepaństwowym, że świat uważnie je obserwuje. A ponieważ tego rodzaju zbrodnie wymagają planowania, skupiamy się na czynnikach ryzyka, takich jak brak właściwych instytucji czy nierozpatrzone skargi.
 
     Prowadzimy także bardziej zdecydowane działania w dziedzinie ochrony ludności cywilnej, w tym przed szerzącą się przemocą na tle seksualnym. Dzięki asertywnej polityce pokojowej udało się rozbroić jedne z najbardziej brutalnych jednostek milicji na wschodnich obszarach Demokratycznej Republiki Konga. ONZ otworzyła wejścia do baz sił pokojowych w Sudanie Południowym, dając dziesiątkom tysięcy ludzi schronienie przed śmiertelnym zagrożeniem.  Dwadzieścia lat temu tego typu działania byłyby nie do pomyślenia. Obecnie są one częścią przemyślanej polityki i ukazują, jak funkcjonuje nasza nowa inicjatywa „Prawa człowieka przede wszystkim” („Human Rights Up Front”), która urzeczywistnia wnioski płynące z lekcji ludobójstwa w Rwandzie.  Wszystkie te działania są jeszcze kruche, lecz główny przekaz jest jasny: pragniemy zwiększać ochronę, nie zaś ją ograniczać.
 
     Nasza praca spotykała się jednak z wieloma trudnościami. W zakończonej w 2009 roku wojnie domowej na Sri Lance zginęły dziesiątki tysięcy osób, co  ukazało  systemową słabość  ONZ  w kwestii zajmowania stanowiska i podejmowania działań.  Społeczność międzynarodowa przez ponad trzy lata była podzielona i nie mogła ustalić, jak należy zareagować na wydarzenia w Syrii. Dlatego też na pomoc humanitarną przeznaczono jedynie niewielką ilość środków finansowych, podczas gdy w wyniku błędnego przekonania o konieczności militarnego rozwiązania przez cały ten czas  finansowano zbrojenia obydwu stron konfliktu, tym samym  przyczyniając się do wzmożenia walk.
 
     Świat musi przezwyciężyć takie moralne „martwe pola”. Bywa, że państwa członkowskie kierują się sprzecznymi interesami narodowymi lub nie wyrażają chęci do podejmowania  finansowych czy militarnych zobowiązań. Możliwe, że przytłacza je złożoność takich zobowiązań i ryzyko. Być może też kieruje nimi niepokój o to, że dyskusje dotyczące kryzysu zagrażającego innym państwom mogłyby pewnego dnia skupić się na ich własnej sytuacji. Ta obojętność i niezdolność do podjęcia decyzji pozostawia jednak widoczne skutki: rozlew krwi niewinnej ludności, zrujnowane społeczności oraz przywódców, którym pozostaje już tylko powtarzać wciąż od nowa słowa „nigdy więcej”, co samo w sobie jest oznaką klęski.
 
W ostatnim dziesięcioleciu Republika Środkowej Afryki usilnie dążyła do tego, aby świat uświadomił sobie w jakiej sytuacji się znajduje. Kraj ten w ciągu ostatniego roku doświadczył upadku rządu, popadł w bezprawie i stał się miejscem okrutnych masowych morderstw, co doprowadziło do powszechnego terroru i zapoczątkowało masowy eksodus ludności. Jego mieszkańcy wykorzystują przynależność religijną do walki politycznej, a to zagraża długoletniej tradycji pokojowego współistnienia chrześcijan i muzułmanów.
 
      Apeluję do społeczności międzynarodowej, by pilnie zapewniła militarne wsparcie konieczne do ratowania życia, przywrócenia obecności policji na ulicach i umożliwienia ludności powrotu do swoich społeczności. Unia Afrykańska i Francja wysłały wojska, lecz starania Unii Europejskiej o utworzenie sił pokojowych dotychczas spełzły na niczym. Równie paląca jest potrzeba wszczęcia procesu politycznego, który umożliwiłby osiągnięcie pojednania, gdyż dalsze szerzenie się przemocy może ogarnąć większe obszary.
 
     W przypadku tak głębokiego rozpadu państwa wyzwanie może wydawać się nie do zrealizowania. Historia dowodzi jednak, że może być inaczej. Trwałe wsparcie ze strony społeczności międzynarodowej umożliwiło dokonanie radykalnych przemian w Sierra Leone i Timorze-Leste.  Rwanda odnotowała znaczący rozwój, wiele innych państw zaś zaleczyło rany po aktach niewyobrażalnej przemocy. Republika Środkowej Afryki może pójść w ich ślady.  Zamierzam w dalszym ciągu wspierać rząd tego kraju, by podążał drogą w kierunku  budowy stabilnego i pomyślnie rozwijającego się państwa, czerpiąc ze swoich zasobów i tradycji.
 
     W Rwandzie zamierzam odwiedzić pomnik ludobójstwa i oddać hołd jego ofiarom, podobnie jak to uczyniłem w miejscu wielu innych tragedii,  do których doszło  w obecnych czasach, jak i dziesiątki lat temu, na przykład w Auschwitz i Kambodży. Tragedie te odcisnęły swe piętno na całym świecie. Społeczność międzynarodowa nie może jednocześnie utrzymywać, że martwią ją potworne zbrodnie, a zarazem uchylać się od przekazywania środków i wykazywania woli niezbędnej do zapobiegania im. Światowi przywódcy powinni czynić więcej, by zapobiec temu, czemu jesteśmy w stanie zapobiec, i przeciwstawić się okrucieństwom rozgrywającym się na naszych oczach.  Wszyscy powinniśmy postawić się na miejscu skrzywdzonych, od Syrii po Republikę Środkowej Afryki, i zadać sobie pytanie, co jeszcze możemy zrobić, aby budować świat, w którym godność i prawa człowieka będą dostępne dla każdego. Pokażmy ludziom stojącym w obliczu straszliwych zagrożeń, że nie są sami, że nie zostali opuszczeni. Pokażmy im, że ratunek, na jaki czekają, już nadchodzi.
 
BAN Ki-moon jest Sekretarzem Generalnym ONZ
 

2014-04-14

W serwisie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

×